Czarne Mitsubishi
sunęło z zawrotną prędkością po pustej drodze niszcząc idealną ciszę, strasząc
niewielkie zwierzątka, które odzwyczaiły się od jakiegokolwiek hałasu w tej
części kraju, ponieważ większość ludzi wolała korzystać z autostrad. Niestety
Kai nie mógł sobie pozwolić na ten komfort ze względu na bezpieczeństwo osoby
siedzącej po jego prawej stronie. Trasa była o wiele dłuższa i męcząca, ale
lepsze to niż dać się złapać zanim przekroczą granicę Korei Południowej. Od
opuszczenia siedziby Minho minęło zaledwie 6 godzin i Kai był pewien, że
wszyscy zauważyli zniknięcie jego samochodu oraz syna szefa, który aktualnie
spał znudzony monotonnym widokiem za oknem. Pewnie Minho zbytnio nie przejąłby
się ucieczką jednego z swoich podwładnych, gdyby nie fakt, że uprowadził on
Kyungsoo. Szef był bezlitosnym człowiekiem, który nigdy nie okazywał łaski, ale
jego słabością był ukochany syn. Dla niego był w stanie zrobić każdą rzecz.
Chronił go przed najdrobniejszym zagrożeniem, a co najważniejsze nie pozwalał
na jakikolwiek kontakt z swoimi sługusami. Kai bezczelnie złamał zakaz
zakochując się w Kyungsoo. Przez kilka miesięcy ukrywali swój romans aż w końcu
zdecydowali się uciec. Ryzykowna akcja warta ceny, jaką jest życie z dala od
zakazów i krwi.
Ziewnął spoglądając na
Kyungsoo. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech przepełniony uczuciem do
niewinnej osoby, która całkowicie zmieniła jego światopogląd. Wychowany na
ulicy, Kai nigdy nie odróżniał dobra od zła. Robił to, co uważał za słuszne nie
zważając na konsekwencje. Kradł, zabijał i niszczył, a wieczorami zabawiał się
w barze z tanimi dziwkami marnując pieniądze na alkohol. Podczas jeden z takich
wizyt spotkał Minho. Facet zaproponował mu pracę u siebie za niewyobrażalnie
ogromną kwotę. Zgodził się bez zastanowienia i służył wiernie niczym pies
pławiąc się w luksusach. Potem nastąpił przełom spowodowany pojawieniem się
Kyungsoo w posiadłości Minho. Żaden z nich nie miał prawa się do niego odezwać,
a tym bardziej dotknąć. Mieli tylko go strzec i pilnować, by nikt nie zrobił mu
krzywdy. Kai spędzał najwięcej czasu czuwając nad nim, ponieważ był „prawą
dłonią” Minho i to jemu ufał najbardziej. Trudno było wykonywać rozkaz, gdy
Kyungsoo nieświadomie prowokował go subtelnym głosem i prześlicznym uśmiechem w
kształcie serduszka. Pierwszy raz poczuł coś tak silnego i intensywnego, co
zawładnęło jego ciałem i umysłem. Nie miał wyboru, podporządkował się Soo. Jego
pragnienia stały się priorytetem.
Gwałtownie wszedł w
zakręt. Opony zapiszczały, a tył samochodu uciekł do tyłu. Kai przeklął
zmieniając bieg na mniejszy i wcisnął gaz, by znów rozpędzić Mitsubishi.
Westchnął kierując swój wzrok na Kyungsoo, który leniwie mrugał oczami. Nie
chciał go budzić, ale zamyślił się i nawet nie zauważył, że zbliżają się do
ostrego zakrętu. Powinien bardziej uważać, jeśli chce w jednym kawałku dojechać
do granicy. Nic nie jest tak ważne, jak życie ukochanego.
- Przepraszam kochanie.
– Mruknął Kai kładąc ciepłą dłoń na udo chłopaka i delikatnie je masując.
Wystarczył jeden kontakt z nim, by jego ciało szalało z pragnienia za rozkosznymi
czułościami. Najchętniej to nigdy nie wychodziłby z łóżka mając u swojego boku
nagiego Kyungsoo, którego mógł przytulać, całować. Na myśl o nocach, gdy
zakradał się do pokoju ukochanego w ukryciu przed strażnikami, by kochać się z
nim do świtu, czuł żar w sercu. Był to znak, że zakochał się, co kiedyś było
niemożliwe.
- Nic nie szkodzi.
Chyba i tak za długo spałem. – Stwierdził przeciągając się, a potem włączył
radio ustawiając na swoją ulubioną stację. – Daleko jeszcze?
- Troszkę. Jutro w
samo południe powinniśmy być na granicy. Ale nockę spędzimy w jakimś motelu.
Potrzebuję odpoczynku. – Odparł jeżdżąc dłonią coraz bliżej krocza Kyungsoo,
który zarumienił się i odepchnął go. Kai ponowił atak, więc niższy złączył ich
palce w mocnym uścisku. Kierowca nic nie powiedział. Jedynie uśmiechnął się
powtarzając sobie w głowie, że kocha go najmocniej na świecie.
Luźna atmosfera
zniknęła, jak bańka mydlana, gdy poziom paliwa zaczął groźnie spadać. Kai
niechętnie zboczył z kursu kierując się na najbliższą stację. Ubrał okulary
oraz czapkę, a Soo kazał założyć kaptur i schylić głowę, by nikt nie rozpoznał
jego twarzy. Wysiadł rozglądając się dyskretnie, ale nic nie wzbudziło
niepokoju. Tankował do pełna włączając wszystkie zmysły szukając zagrożenia.
Wiedział, że Minho już ich szuka. Jego ludzie mogą być wszędzie.
Poszedł zapłacić, gdy
nagle podjechał Chevrolet. Kai spiął się uważnie obserwując pojazd całkowicie
ignorując stojącą kasjerkę, która wydawała mu resztę. Podszedł do okna patrząc
na kierowcę oraz pasażera. Kris i Chanyeol. Nie miał wątpliwości, że to oni.
Stali dosłownie paręnaście metrów dalej od jego Mitsubishi i Kyungsoo. Bez
bójki się nie obędzie.
Opuścił budynek szybko
idąc w stronę samochodu. Kris i Chanyeol zaatakowali zanim doszedł do drzwi i
je otworzył. Jeden uderzył go w policzek, co lekko zdezorientowało go, ale
szybko się pozbierał słysząc stłumiony krzyk Kyungsoo. Bronił się skutecznie
atakując napastników. Pierwszy poległ Chan, gdy uderzył głową w tylni zderzak
Mitsubishi i przestał się ruszać, a z jego skroni poleciała krew. Troszkę
więcej problemów sprawił mu blondyn, ale on również padł nieprzytomny.
Pomyśleć, że jeszcze kilka godzin temu uważał ich za przyjaciół.
Kai bez zastanowienia
wskoczył na miejsce kierowcy i z piskiem opon ruszył w dalszą drogę. Akcja na
stacji przeraziła go do takiego stopnia, że nerwowo kręcił kierownicą oraz
zmieniał biegi. Uświadomił sobie, że mógł stracić Kyungsoo na zawsze. Gdyby
wtedy przyjechało ich więcej zabiliby Kaia, a jego ukochany wróciłby do Minho.
Chociaż jego szef mógł zemścić się za nieposłuszeństwo w bardziej brutalny
sposób trzymając go przy życiu i torturując dla zabawy. Zniósłby wszystko,
byleby tylko jego Soo był bezpieczny, ale myśl o tym, że ktoś inny mógł go dotykać
była motywacją do szaleńczej ucieczki. Nie chciał z nikim dzielić się Kyungsoo.
On był jego.
Zatrzymał samochód i
mocno wbił się w wargi zaskoczonego pasażera, który na początku nie wiedział,
co robić, ale dopasował się do tańczącego języka Jongina angażując się równie
mocno, co on. Pocałunek miał troszkę słony smak z powodu łez, lecz żadnemu to
nie przeszkadzało, aby przekazać, jak najwięcej czułości partnerowi. Obaj tego
potrzebowali. Potwierdzenia słuszności swojej decyzji. Odwagi, by kontynuować
ucieczkę.
- Nie pozwolę, by nas
rozdzielili. Za bardzo cię kocham, Kyungsoo. – Powiedział prosto w lekko jego
rozchylone usta muskając policzki aż w końcu znów zainicjował namiętny
pocałunek.
- Wiem. Ufam ci. –
Rzekł chłopak unosząc delikatnie kąciki ust do góry. – Jedźmy już.
Zatrzymał samochód i mocno wbił się w wargi zaskoczonego pasażera, który na początku nie wiedział, co robić, ale dopasował się do tańczącego języka Jongina angażując się równie mocno, co on. Pocałunek miał troszkę słony smak z powodu łez, lecz żadnemu to nie przeszkadzało, aby przekazać, jak najwięcej czułości partnerowi. Obaj tego potrzebowali. Potwierdzenia słuszności swojej decyzji. Odwagi, by kontynuować ucieczkę.
Boże, kocham takie klimaty! Kupiłaś mnie doszczętnie! Jeśli to ma być dłuższy ff to nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału! Mam nadzieję, że jednak będą w jednym kawałku i uwolnią się od Minho. ;-;
OdpowiedzUsuńDużo pomysłów, weny, chęci, no i oczywiście czasu! Trzymaj się ciepło. ♡
hej. zaskoczył mnie tutaj Twój komentarz, ale z przykrością muszę stwierdzić, że ten tekst to mój nieudany oneshot a blog to próba szablonu. może kiedyś dokończę go, ale nic nie obiecuję.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam również :D